Przez ostatnie siedem czy osiem lat prosiłem o jedną rzecz z filmu o Supermanie: żeby uderzał w różne rzeczy pięściami. W końcu reżyser Zack Snyder spełnia to życzenie w nadchodzącym „Człowieku ze stali” Warner Bros. Chłopcze, czy to dostarczam na moją prośbę. Zawiera mnóstwo naładowanych kryptończykami pięści, ale zastanawiałem się, czy doskonałe sceny walk wystarczą, aby nakręcić film o Supermanie.
Nawiązując do znanej historii pochodzenia, film zaczyna się na wzmocnionym, bio-organicznym Kryptonie. Prawie jak tylko urodzi się dziecko Kal-El – podobno pierwszy taki naturalny poród od tysiącleci – akcja zaczyna się, gdy Jor-El (Russell Crowe) nie tylko walczy z Zodem (Michael Shannon), ale ucieka przed radą. budynek, gdy bunt generała szaleje za nim. Akcja, zarówno w tle, jak i na pierwszym planie ujęcia, stanowi deklarację celu całego filmu. Zamiast statycznych Kryptończyków z poprzednich opowiadań na żywo, ci obcy są o akcji.
Kiedy kończy się sekwencja Kryptonu, po raz pierwszy widzimy Clarka Kenta (Henry Cavill). Działając jako coś w rodzaju „Superman Begins”, film odnajduje nowy grunt w dobrze ułożonym materiale, wykorzystując okres między odkryciem przez Clarka swoich mocy, a staniem się znanym światu jako bohater. Podobnie jak Bruce Wayne na początku swojego filmu „Początek”, Clark również jest zagubiony i brodaty. W tym przypadku jest gdzieś w Kanadzie (lub na Alasce), wykonując dorywcze prace na łodziach i w kawiarniach, próbując pogodzić lekcje udzielone mu przez jego przybranego ojca Ziemi, Jonathana Kenta (Kevin Costner), które każą mu się ukrywać i być wspaniały.
Kontemplacyjny nastrój, uzupełniony retrospekcjami w stylu „Zagubionych”, jest przerywany dość spektakularną sceną ratunkową. Podobnie jak w scenie Krypton, sekwencja Kanada nadaje filmowi nie-akcji nastrój. Ujawnia również ogólny rytm filmu, co może sprawić, że niektórzy ludzie będą chcieli, ponieważ akcja ma przerwy na retrospekcję lub chwilę, w której Clark może dowiedzieć się więcej o swoim kryptońskim dziedzictwie. Nie jest to do końca udane, ponieważ tempo jest bardzo zróżnicowane. Retrospekcje przerywają pęd samopoznania Clarka i kończą się, gdy nabierają własnego tempa. Chociaż przypuszczam, że jest to lepsze niż opóźnianie pojawienia się dorosłego Clarka na ekranie o 45 minut (jak to zrobiono w filmie z 1979 roku), to wciąż sprawia, że film wydaje się zbyt długi – co prowadzi mnie do kontrowersyjnego pomysłu: usunięcie Kryptonu i Smallville całkowicie. To może być po prostu uprzedzenie wieloletniego fana tej postaci, ale naprawdę sądzę, że większość ludzi zna ten mit, a czas ekranowy można poświęcić mniej zbadanym elementom, takim jak Clark wędrujący po Ameryce Północnej.
Ten materiał ma silną kotwicę w postaci Henry'ego Cavilla, który z wielkimi umiejętnościami bierze na siebie niesamowitą odpowiedzialność Supermana. Nawet ze zmianami w garniturze, skupieniem się na Clarku jako outsiderze i mniej żwawym sposobem, w jaki staje się Supermanem, Cavill bierze wszystko na swoje barki i sprawia, że ten fan zapomina o wszystkich swoich kłótniach ze scenariuszem. Ponury i skonfliktowany Clark Cavilla wciąż jest zdolny do suchego humoru Reeve'a Supermana. Walczy jak zawodowiec i – być może najważniejsze – chcesz, żeby odniósł sukces. Cieszę się, że jest w pobliżu i mam szczerą nadzieję, że zostanie w kostiumie na kilka kolejnych filmów.
Równie genialny jest Michael Shannon jako generał Zod. Podczas gdy scenariusz próbuje zaciemnić jego motywy, Shannon gra go jako niezdecydowanego megalomana, mniej mającego obsesję na punkcie zemsty na synu Jor-Ela i bardziej skupionego na odbudowie Kryptonu. Cóż, Krypton jako Zod widziałby go odbudowany. Jest godnym przeciwnikiem dla Supermana Cavilla: głośno tam, gdzie Clark milczy; wyszkolony i skupiony na tym, gdzie Clark się potyka. Chociaż nigdy nie wypowiada słów tak pamiętnych jak „Uklęknij przed Zodem!” lub „Jak możesz mi to mówić, skoro wiesz, że cię za to zabiję?” to całe przedstawienie, które niesie ze sobą wagę i zdobywa stawkę jego ostatecznej konfrontacji z Clarkiem.
W obsadzie znalazła się również urocza i silna Lois Lane w postaci Amy Adams oraz solidne kreacje Diane Lane, Laurence'a Fishburne'a i Christophera Meloniego. Szczerze mówiąc, obsada jest prawie jednolicie znakomita, od Meloniego w swoim najlepszym Meloni po zbyt krótki występ Michaela Kelly'ego jako Lombarda. W niczym nie przypomina swojego komiksowego odpowiednika, ale jest niemal idealną realizacją na żywo obskurnego reportera Daily Planet. Nie, aktorstwo nie jest tutaj problemem.
Moje problemy z filmem wynikają ze scenariusza Davida S. Goyera z opowiadania Goyera i Christophera Nolana. Pisanie ma wiele zalet, a główną atrakcją jest rola Lois Lane w akcji. Ponadto sposób, w jaki po raz pierwszy spotyka Supermana i to, co robi później, jest tak słuszny i odpowiedni, że DC Comics powinno uwzględnić ten scenariusz przy następnym uruchomieniu wszechświata. Niestety, we wszystkim, co im się udaje, są pewne aspekty tej historii, które nie mogę powstrzymać od postrzegania ich jako błędne. Sposób, w jaki zostaliśmy zapoznani z wyobcowaniem Clarka jako chłopca, wydaje mi się, że pochodzimy ze stajni postaci innej firmy komiksowej. Elementy ojcowskiego ojca Jonathana Kenta to posmak zabójstwa postaci, aby Jor-El mógł się błyszczeć, gdy Clark w końcu napotyka jego echo. Ponadto Jonathan robi coś, aby udowodnić punkt, który jest tak błędny i nietypowy, że prawie wypchnął mnie z teatru.
Problemy te w większości znikają, gdy film mocno trzyma się teraźniejszości, a Clark w garniturze dowiaduje się więcej o swoich mocach, utraconym świecie i Zodzie. To dobry postęp i bez wątpienia zapewni rozrywkę zarówno fanom Supermana, jak i bardziej przypadkowym widzom. Jest to również miejsce, w którym reżyser Zack Snyder napina mięśnie podczas największego atutu filmu: walk. Sekwencje mają w sobie wagę i napięcie. Superszybkość nigdy nie wyglądała lepiej. Lot nigdy nie był tak naturalny, a kilka chwil uchwycił nawet moc najlepszych paneli komiksu Supermana. Dla krytyków Snydera nie ma ani chwili spowolnienia. Dla jego fanów jest instynktowna akcja, gdy Kryptończycy nawiązują ze sobą kontakt. I dodaj mu jeszcze jedną zasługę, film rzadko wygląda tak scenograficznie, jak jego wcześniejsze filmy. Świat „Człowieka ze stali” żyje i przypomina nasz. Uświadamia sobie również absolutnie fantastyczną sekwencję „To jest Krypton”, która z łatwością mogłaby zastąpić pierwsze 15 minut filmu.
Czy dostałem wszystko, czego chciałem od „Człowieka ze stali”? Nie, ale czy to realistyczne oczekiwanie? Mam w głowie Supermana stworzonego przez Christophera Reeve'a i „Superman: The Animated Series”, który wyznacza niemal niemożliwy standard. Nawet dostosowując się do tego nastawienia, film jest nadal zbyt długi i tak dziwnie rozgrywany, że po jego zakończeniu czujesz się bardziej, jakbyś przeżył próbę, niż zainspirował się postacią, o której wielokrotnie powtarzano, że ma nas wprowadzić w świat lekki. Choć ma wiele atutów do zaoferowania, film nie jest w pełni satysfakcjonującą całością. Ale przynajmniej Superman w końcu walczy z kimś pięściami i jest to zdecydowanie satysfakcjonująca rzecz do zobaczenia.
W reżyserii Zacka Snydera, który pojawi się w kinach 14 czerwca, w „Człowieku ze stali” występują Henry Cavill, Amy Adams, Michael Shannon, Kevin Costner, Russell Crowe, Diane Lane, Laurence Fishburne, Christopher Meloni i inni.